7. Otwarte Forum Wymiany Doświadczeń

Za oknem ponuro i deszczowo… i wydaje się, że to dobry moment aby wspomnieć VII Otwarte Forum Wymiany Doświadczeń, które odbyło się 25 listopada w Karpaczu. Przy wspaniałej pogodzie (bezchmurne niebo!), u podnóża górującej nad Karkonoszami Śnieżki, w kilkunastoosobowej grupie pracowaliśmy nad Zarządzaniem Zmianą wg modelu prof. Kottera. Dużo pracy warsztatowej, dużo życiowych przykładów, dużo dyskusji, wiele różnych doświadczeń od wielu różnych osób… — chyba w ten sposób najlepiej opisać to, co się wydarzyło. Jesteśmy z tego spotkania bardzo zadowoleni i już teraz sygnalizujemy kolejne, które planujemy na kwiecień. Już teraz serdecznie zapraszamy! Pogoda gwarantowana.”

Młotko-śrubokręt — adversi

Narażanie się Szefom nie jest najmądrzejszym pomysłem, ale z pewnością mam w tym nadzwyczajny talent. Poza tym propozycja młotko-śrubokręta jest nęcąca. Gdyby jeszcze miał wbudowaną latarkę…

Teraz już poważnie o koncepcji łączenia programów Lean i Six Sigma w jedną „hybrydę”. Jestem gorącym zwolennikiem stwierdzenia że jak coś jest do wszystkiego to jest do… Natomiast uczestnicząc i obserwując dziesiątki projektów sygnowanych nazwami Lean czy Six Sigma, odnoszę nieodparte wrażenie komplementarności obu koncepcji:

  • Obie wymagają tak zwanego szerokiego spojrzenia na organizację. Nie patrzymy na pojedynczy proces, ale na cały strumień wartości czy też kluczowe wskaźniki organizacji.
  • Zarówno w przypadku Six Sigma jak i Lean – naszym celem jest eliminacja wąskich gardeł. W obu metodach patrzymy na organizację niejako z lotu ptaka, ale działania wprowadzamy najczęściej lokalnie, w pojedynczym procesie czy procesach.
  • Efekt naszych działań jest w obu metodach taki sam: eliminując zmienność w procesie usprawniamy przepływ, standaryzując pracę ograniczamy zmienność w procesie. Narzędzia obu metod powtarzają się i uzupełniają.
  • Warstwa strategiczna Lean jak i Six Sigma jest ta sama: wykorzystać ograniczone zasoby do optymalizacji efektów. Wybór projektów Lean i Six Sigma przebiega w ten sam sposób, ponieważ te same są priorytety organizacji. Czasem obserwuję wręcz rozróżnianie na siłę, czy dany projekt wystąpi pod egidą Six Sigma, czy Lean.

Obecnie w nauce obserwujemy trend unifikacji wszystkich zjawisk: chemicznych, fizycznych i biologicznych przy pomocy jednej, uniwersalnej teorii wszystkiego. Dlaczego nie spróbować podobnej koncepcji w przypadku narzędzi rozwiązywania problemów i doskonalenia?

Poza tym, głównym zadaniem pracowników organizacji, zaczynając od specjalisty czy inżyniera, a na Zarządzie skończywszy, jest rozwiązywanie problemów. Zarówno Six Sigma jak i Lean dostarczają im skrzynkę narzędziową do tego, aby im w tym pomóc. Czy i które narzędzia wykorzystają, to ich decyzja zależna od specyfiki i poziomu organizacji, posiadanych zasobów i wiedzy. To, jak ta skrzynka narzędziowa zostanie nazwana, jest moim zdaniem kwestią drugorzędną. Możemy to nazwać ciągłym doskonaleniem, możemy to nazwać Lean Sigma, a możemy to nazwać młotkowkrętem, ważne żeby działało.

Postanowienie noworoczne lidera projektu

Postanowienie noworoczne lidera projektu

Zbliża się Nowy Rok, a jak donoszą liczne media i te tradycyjne i te najnowsze, czas po Nowym Roku, to czas licznych deklaracji i obietnic, które formułujemy w stosunku do własnej osoby. Może tym razem warto przygotować jakieś postanowienia, na których nie będą korzystali tylko producenci plastrów nikotynowych oraz środków na odchudzanie? Podobno te właśnie produkty najczęściej łączą się z postanowieniami noworocznymi. Czy w tym roku możesz zrobić coś więcej poza odchudzaniem się i rzucaniem palenia? Może czas na „liderskie” postanowienia noworoczne?

Ja lider projektu obiecuję sobie, że w nadchodzącym 2012 roku…

  1. W tym roku, skończę każdy projekt, który rozpocznę. Nie będzie już tak jak w poprzednich latach, że udało mi się zakończyć tylko co czwarty projekt, a w pozostałych przypadkach udawałem, że to nie moje projekty.
  2. Nie będę w tym roku okłamywał ludzi, że mój projekt ratuje świat, ludzkość a już na pewno firmę. Nie każdy projekt ratuje świat! A okłamywanie ludzi, nie to nie jest motywacja!
  3. Nie będę każdej porażki zrzucał na swojego szefa. Naprawdę już wiem, że niektóre porażki to moja wina!
  4. W tym roku, żadnemu uczestnikowi mojego projektu nie powiem już, że robię projekt, bo potrzebuję tego, żeby się certyfikować. W tym roku wreszcie uświadomiłem sobie, że moja kariera może być raczej małym motywatorem dla innych!
  5. Będę pamiętał, że tworzę grupę projektową nie po to, żeby tych ludzi nienawidzić, tylko żeby z nimi pracować! Nie będę też już w nadchodzącym roku mówił do moich ludzi w zespole, że jak się im nie podoba to się mogą zwolnić… Będę pamiętał, że to nigdy ludzi nie motywuje!
  6. Jeżeli pracuję w firmie produkcyjnej — odczepię się wreszcie od technologa w mojej firmie. Ten człowiek naprawdę próbował sobie poradzić z problemem projektu, który teraz prowadzę. Tylko robił to inaczej niż ja!
  7. Będę pamiętał, że tworzę grupę projektową po to, żeby nie robić wszystkiego samemu! Będę pamiętał, że nie tylko ja jestem genialny, innych też stać na przebłysk geniuszu! (Jeżeli wydaje ci się, że tylko Ty w organizacji jesteś genialny, a reszta to idioci, to w przyszłym roku zapisz się na konsultacje psychiatryczne lub psychologiczne! I od tego zacznij Nowy Rok!!!)

Zapraszam do dopisywania innych postanowień liderskich :-)

Życzenia

Świąteczne Życzenia

Wyniki konkursu z 8. Konferencją Lean Sigma w tle

16 grudnia 2011 roku zakończył się konkurs związany
VIII Konferencją Lean Sigma,
która odbędzie się 22 — 23 maja 2012 we Wrocławiu.

Poprosiliśmy o wypełnienie krótkiej ankiety.

Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział. Zebraliśmy dziesiątki odpowiedzi. Właśnie pracujemy nad ich analizą. Będziemy działać ze wszystkich sił, by najbliższa konferencja była jeszcze lepsza.

Wśród osób, które zostawiły nam swój adres email (i zaznaczyły zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych w celu realizacji tegoż konkursu), rozlosowaliśmy 5 książek George Eckes „Six Sigma Jako trwały element kultury organizacji”

Jest to znakomity podręcznik polecany
„dla wszystkich zainteresowanych pragmatycznym doskonaleniem i rozwojem biznesu”.

Jarosław Siarkiewicz, prezes zarządu Akademii Białego Kruka Sp. z o.o.

Zwycięzcami są (w kolejności losowej):

  • Tomasz Boiński
  • Katarzyna Rozmis
  • Dariusz Kobiela
  • Michał Jankowski
  • Anna Lyczak-Czepukojc

W celu przesłania nagród prosimy o kontakt: .

Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękujemy za udział w konkursie, a zwycięzcom gratulujemy.

Wkrótce kolejne konkursy!

Tłumaczenia

Pojawił się już jeden wpis pokazujący problem przy tłumaczeniu nazw z języka angielskiego na polski. Jesteśmy w stanie przełożyć treść danych słów, nawet znaczenie. Jednak dogłębny sens, szczególnie w wybranych kontekstach bywa zupełnie inny. Tak rodzą się ważne nieścisłości.

Niech za przykład posłuży słowo GRA. Dla Polaków jest to rozrywka — coś związane z zabawą. Posiada w sobie elementy hazardu. Angielskie The GAME jest opartym o zasady dążeniem do celu, gdzie musimy pokonać przeciwnika. Jest to poważna sprawa. Naszemu, polskiemu rozumieniu słowa GRY bardziej odpowiada angielskie słowo PLAY.

Takie nieścisłości pojawiają się bardzo często w technikach doskonalenia. Staramy się je wyłapywać i za każdym razem tłumaczyć.

Dziś 2 przykłady.

Pierwszy przykład dotyczy techniki 5 WHY.

WHY w dosłownym tłumaczeniu oznacza pytanie DLACZEGO. W technice 5 WHY zwyczajnie, by dotrzeć do źródła powinniśmy zapytać 5 razy dlaczego. Niestety pojawia się tutaj bardzo negatywna tendencja. Pytając dlaczego, zdecydowanie zbyt często szukamy winnych. Nie do końca wiem skąd to wynika, ale słowo DLACZEGO zawiera w naszej mentalności pewne personalne konotacje.

”Dlaczego maszyna przecieka? Bo pan majster jej nie naprawił.”

Oczywiście może się zdarzyć, że problem wynika z działania człowieka. Pytanie czy faktycznie jest to prawda (zazwyczaj nie jest) i czy taka odpowiedź jest spowodowana użyciem takiego, a nie innego sformułowania.

Zamiast DLACZEGO proponuję używania zwrotu Z JAKIEGO POWODU. Nie ma to nacechowania personalnego. Znaczenie niby to samo, ale odpowiedzi często padają inne.  Szukamy w tym wypadku przyczyn w sposób dużo bardziej obiektywny. Jeśli w tak postawionej analizie pojawia się problem – człowiek, dużo rzadziej, jest to osoba wskazana z imienia i nazwiska, a częściej zjawisko lub obszar, który należy dopracować. Pytaj Z JAKIEGO POWODU, a otrzymasz odpowiedzi bardziej zgodne z rzeczywistością.

Drugi przykład jest związany z SIPOC’iem

SIPOC jest narzędziem do opisania procesu i jego otoczenia. Akronim od słów suppliers, czyli dostawcy, inputs — wejścia, process — proces, outputs — wyjścia i customers jako klienci. Problem znaczeniowy pojawia się przy ostatnim słowie — KLIENCI. Najczęstsze rozumienie KLIENTÓW to Ci którzy kupują produkt. Czasem kursanci znają terminy klientów wewnętrznych i zewnętrznych, choć nadal rozumienie opiera się o odbieranie jakiegoś gotowego produktu. W tym wypadku KLIENT jest słowem mocno ograniczającym. Lepiej zastosować zwrot ODBIORCA PROCESU.

Zmiana słowa KLIENT na ODBIORCĘ mocno rozszerza perspektywę. Nagle pojawiają się np. odbiorcy odpadów, faktur, raportów czy braków. Konsultowaliśmy projekt, w którym problem stanowiły zanieczyszczenia w mieszaninie maści. Jak się okazało przyczyną była drożność rury, która miała za zadanie odprowadzanie odpadów. Istota tej przyczyny leżała u “klienta” — odbiorcy procesu.

Gdyby projekt skupiał się tylko na KLIENTACH, mógłby przeoczyć taką przyczynę. Proponuję używać ODBIORCY PROCESU — opisy procesów będą dzięki temu dużo dokładniejsze i o wiele bardziej kompletne.

Kultura Six Sigma. Kultura zaufania.

Jednym z najpoważniejszych problemów współczesnego zarządzania jest… zaufanie. A w zasadzie jego brak, który przejawia się w kontaktach z przełożonymi, ze współpracownikami, kolegami z zespołu projektowego itd. Chroniczny brak zaufania w organizacjach to zjawisko coraz bardziej powszechne i działające mocno na ich niekorzyść. Mocniej niż się wydaje… .

Czy Six Sigma ma coś wspólnego z zaufaniem?

Jeśli projekty Six Sigma mają rozwiązywać istotne problemy biznesowe w oparciu o liczby, dane i fakty to ścieżka dotarcia do nich opiera się w głównej mierze właśnie na zaufaniu. W dalszej kolejności pojawia się odpowiedzialność, która rzadko w organizacji bywa cechą wrodzoną i trzeba ją kształtować jako podstawę prawidłowego funkcjonowania każdej firmy, bez względu na profil działalności.

Zatem podstawa to zaufanie i odpowiedzialność, których brak jest początkiem wszelkich wpadek i dobrze działających systemów ukrywania problemów i ich przyczyn oraz wszystkiego, co z nimi związane.

Obserwując ostatnie wydarzenia w moim otoczeniu nabieram pewności, że tylko na bazie zaufania można budować jakąkolwiek kulturę służącą ludziom, również kulturę Six Sigma. Wśród szeregu wartości, na bazie których kształtujemy kulturę organizacji, zaufanie stanowi według mnie podstawę, bez której reszta traci sens.

Push czy pull? – oto jest pytanie.

Czyli pchanie (push) versus ssanie (pull). W szczupłym wytwarzaniu przewaga pull nad push jest oczywista i nie wymaga komentarza. Jednak nie o przepływie w toku produkcji chciałbym napisać, tylko o przepływie wiedzy, a ściślej – przepływie pewnego rodzaju know-how. Do napisania tych kilku akapitów zainspirował mnie ostatnio jeden z naszych klientów.

Otóż klient ten, postanowił zaangażować w swój autorski program doskonalenia (dziś niemal każda duża firma produkcyjna ma swój „unikalny” Cośtamcośtam Manufacturing System), kluczowych dostawców pierwszego rzędu. Idea w zasadzie słuszna, a sama praktyka – często stosowana. Skoro mamy system, który pozwala uzyskiwać lepsze wyniki, na lepszych procesach, być bardziej efektywnym i skutecznym – dlaczego nie rozciągnąć jego działania również i na dostawców? Będziemy mieli wówczas „na wejściu” wyższą jakość, lepszą terminowość i oczywiście – niższe ceny.

Tyle o idei. A praktyka? Odzierając z poprawności politycznej wygląda mniej więcej tak:

Kient: — kochany dostawco, możesz zacząć być szczęśliwy — wiemy jak Ci pomóc i jak zatroszczyć się o Twoje procesy. I co więcej – wszystko zostało już wymyślone, już zostało zaprojektowane i przetestowane. Musicie tylko się tego nauczyć i zacząć używać. Proszę, oto zestaw narzędzi, które znajdą zastosowanie w Waszych procesach, oto harmonogram szkoleń, a tutaj najważniejsze — system raportowania i oceny. Ach, i jeszcze faktura. Ale nie martwcie się, my Wam pomożemy. Przyjedziemy do Was za miesiąc i zrobimy Wam audyt. Wiecie przecież, że nie ma nic cenniejszego niż bezstronna opinia Waszego najlepszego klienta…

Niezależnie, czy mamy do czynienia z przepychaniem w dół (często w ramach korporacji) programu Six Sigma, programu Lean czy jakiegoś innego Cośtamcośtam Manufacturing System, efekty są w moim odczuciu zawsze podobne. Dostawcy są uszczęśliwiani na siłę, rozwiązaniami, których wcale nie chcą i nie potrzebują. Wraz z przekazaniem systemu, oczekuje się od nich udowadniania jego używania i pokazywania efektów. Skutek jest często taki, że zamiast walczyć z marnotrawstwem, tylko dokładamy sobie nowego – powołujemy do życia Teatr „MUDA”, który ma już scenariusz, ale musi jeszcze zatrudnić aktorów, przygotować inscenizację i finalnie zacząć grać. Teatr, który będzie grał sztukę jednego widza. Gra ją specjalnie dla niego i będzie grać tak długo, jak będzie on kupował bilety… A sama sztuka? Przekaz? Wartości? …ani nie wierzymy, ani do końca nie rozumiemy.

Usłyszałem kiedyś takie zdanie, od pracownika Klienta, który miał odpowiadać za przepychanie ich systemu w dół:

„Jak ja mam kogoś do tego namawiać, jak sam widzę jak to u nas wygląda? Ile patologii my tu mamy, jak się prezentacje jedynie ładne robi i szyje wszystko, żeby na audycie dobrze wypaść… I jak ja mam teraz iść do dostawcy i kazać mu tego używać? I co ja mam mu za przykłady pokazać? Jak przekonywać do czegoś, w co sam do końca nie wierzę?”

Czy można inaczej? Moim zdaniem można. Przewaga pull nad push wydaje się być uniwersalna…

Otwarta Konferencja Lean Manufacturing

Otwarta Konferencja Lean Manufacturing

26 października mieliśmy okazję wzięcia udziału w Otwartej Konferencji Lean Manufacturing w Poznaniu. Kiedy dojechaliśmy na miejsce i dopełniliśmy już wszystkich formalności, mogliśmy zobaczyć, jak się później okazało, bardzo interesujące prezentacje. (Swoją drogą, gdyby stosowano filozofię Lean i Six Sigma do zarządzania ruchem drogowym pewnie dojechalibyśmy o wiele szybciej.)

Pierwsze wystąpienie przedstawicieli firmy Solaris nawiązywało do zastosowania 5S w obszarze poza produkcyjnym, przed pierwszą przerwą usłyszeliśmy jeszcze o oprogramowaniu wspierającym Lean i o roli przywódcy w Lean. Po przerwie swoją prezentację przedstawił KamiL, mówił w niej o tym, jak powstały i rozwijały się obok siebie programy Lean i Six Sigma, jak łączono te metody, oraz o tym dlaczego naszym zdaniem nie zawsze warto je łączyć, a zamiast tego stosować równolegle. Prezentację w tym samym bloku miał również jeden z naszych absolwentów Pan Marek Jagielski, który opowiedział o A3 Management. W ostatnim bloku zobaczyliśmy jeszcze wystąpienie, w którym mieliśmy okazję usłyszeć jak wybierać liderów ciągłego doskonalenia, a także o tym, jak można alternatywnie prowadzić szkolenia dla pracowników produkcji za pomocą gier symulacyjnych.

Podsumowując, chcielibyśmy bardzo podziękować organizatorom za możliwość wzięcia udziału w konferencji i zaprezentowania naszego punktu widzenia hybrydy jaką jest Lean Six Sigma. Pewnie jeszcze wiele razy będziemy o tym mówić, a póki co odsyłam do wpisu Jarka, który jest podsumowaniem naszej wspólnej dyskusji.

Państwowa Służba Zdrowia – Twój najlepszy mentor

Akademia Białego Kruka, sumiennie wywiązując się z obowiązków pracodawcy, skierowała mnie na badania okresowe. Za namową znajomych udałem się do przychodni odpowiednio wcześnie – i słusznie, kolejka do rejestracji niewielka, ok. 20 osób. Czas oczekiwania – ok 50 minut. Następnie chodzenie po piętrach, szukanie, pytanie i błądzenie. I oczekiwanie. Samo badanie u lekarza – już tylko 15 minut, potem jeszcze okulista (trafienie do gabinetu jest tu chyba jedynym dowodem na zdrowy wzrok, badanie to tylko 2 minutowa formalność) i laboratorium… ok. 30 osób oczekujących, 1h 30 min… Ale nie ma tego złego – był czas na poranną prasę. I co czytam? Że średni czas oczekiwania na wizytę u specjalisty to nie dni tylko miesiące, jako przykład poradnie w jednym ze szpitali:

  • Alergologiczna dla dzieci — 97 dni,
  • Alergologiczna — 142 dni,
  • Chorób metabolicznych — 58 dni,
  • Leczenia bólu (neurologiczna) — 203 dni,
  • Leczenia jaskry — 211 dni,
  • Poradnia pulmonologiczna –101 dni,
  • Diagnostyczna — 98 dni.

W tekście przeczytałem również, że ostatnie kontrole pokazały, iż lekarze „rekordziści” potrafią przyjmować pacjentów równocześnie (ten sam dzień, ta sama godzina) w SIEDMIU (!) różnych miejscach (kwestionowana przez naukowców bilokacja, w zestawieniu z tym zjawiskiem to małe piwo…).

Podsumowując – jawna obraza rozumu.

Dlaczego tak jest? Odpowiedzi sypią się z radia, gazet i telewizji, zazwyczaj w podobnym tonie: „No jak to dlaczego – brakuje zasobów! Brakuje pieniędzy, brakuje lekarzy, brakuje sprzętu, brakuje…”

Czy rzeczywiście? Czy powinniśmy zastanawiać się nad brakiem zasobów, czy też raczej nad sposobem ich wykorzystywania?

Nikomu nie życzę spotkania z naszą służbą zdrowia, ale jeśli już taka sytuacja się zdarzy, to proponuję potraktować ją jako lekcję. Przy właściwym nastawieniu i uważnej obserwacji, lekcja ta może wartością dorównać szeregowi odbytych szkoleń z zakresu Lean, Six Sigma czy w ogóle – zarządzania.

A zatem, jeśli już (odpukać) dane Wam będzie korzystać z tej „nieodpłatnej” usługi, proponuję wyłączyć emocje, usiąść (jeśli to możliwe, pewnie nie) i spokojnie obserwować. Uważnie się przyglądając temu co się dzieje, warto zwrócić uwagę na zjawiska takie jak:

  • Przepływ, zarządzanie przepływem
  • Zapasy (tak, człowiek w kolejce to też zapas…)
  • Zmienność procesu
  • Błędy, powtórne przetwarzanie
  • Zbędne przemieszczanie
  • Analiza głosu klienta

I finalnie – dostępując już zaszczytu spotkania się twarzą w twarz z lekarzem, proponuję rozważyć podejście do analizy przyczyn źródłowych problemu („Hmm… to może (tutaj nazwa leku) sobie Pan/Pani weźmie. Zobaczymy… jak się nie poprawi, to proszę przyjść za dwa tygodnie”)

Podobno miarą doświadczenia, jest suma popełnionych błędów. Oczywiście, najlepiej to doświadczenie budować na błędach innych. Nasza służba zdrowia, jawi się tu najlepszym dostępnym mentorem, gotowym dostarczyć nam tysięcy przykładów. Niezależnie czy interesuje Was DMAIC, czy system ssący. Jedyne czego trzeba, to być świadomym i uważnie obserwować. Słuchać, obserwować i najlepiej jeszcze notować…